Po eksmisji zamieszkała w namiocie. Pilna sprawa dla prawników [VIDEO]

Janina Oniszk, 60-latka ze Ślubowa została eksmitowana ze swojego domu. Aktualnie mieszka w namiocie w pobliżu posiadłości. Nie chce przenieść się do schroniska wskazanego w wyroku eksmisyjnym, chce walczyć o dom. Przyczyną zdarzenia są prawdopodobnie nieuporządkowane sprawy rodzinne, z którymi wiąże się status prawny działki.

Tutaj śpię, tu mam ubrania. Mam trzy kołdry, poduchę. Takie, jakie są warunki, tak muszę mieszkać. To wszystko jest moje – mój namiot, moja kuchenka, przyniosłam sobie ją z domu, żebym miała na czym herbatkę ugotować, czy coś gorącego zjeść – mówi panina Janina Oniszk w programie „Twoje Sprawy” emitowanym na antenie TVP3. Jak opowiada mieszkanka Ślubowa w zburzonym domu mieszkała od urodzenia – To był mój rodzinny dom. Zagospodarowany, płaciliśmy podatki, a 19 września został zburzony.

Przyczyną eksmisji są nieuporządkowane sprawy rodzinne – Mój ojciec tego siedliska, ani ziemi nie sprzedał. Tylko rodzeństwo czworo sprzedało. Tu było ponad 4 hektary, a należało się wszystkim pięcioro dzieciom. Potwierdza to sołtys Ślubowa Jan Gawlik –  Stanisław Oniszk, ojciec pani Janiny nie sprzedał swojej części posiadłości (…) Prawdopodobnie sąd naznaczył im jakąś spłatę. Oni pieniędzy nie pobrali, ale siedlisko im wydzielone zostało – mówi sołtys. O rodzinie pani Janiny w reportażu głos zabrała kobieta, która wskazuje na „koneksje rodzinne” – Tam teściowa jest geodetą w gminie, czy była, a brat czyjś policjantem. Ta pani nie ma szansy, jako normalny człowiek… ją wszędzie zlekceważą. Poza tym kobieta się denerwuje i nie musi znać prawa. Nie dziwie się, że nie skorzystała z pomocy prawnej, którą tutaj proponowano, jeżeli to tak wygląda, bo nie miała zaufania. Trzeba pani pomóc. To jest niedopuszczalne, żeby ktoś mieszkał w namiocie i patrzył na swój dom, który jej bezprawnie, moim zdaniem, rozwalono.

W studiu w tej sprawie z redaktorem Grzegorzem Miśtalem rozmawiała zastępca burmistrza Wyszkowa Aneta Kowalewska i Beata Siemieniako – prawniczka, działaczka lokatorska. Zastępca burmistrza podkreśliła, że jest to sprawa do rozstrzygnięcia przez prawników – Według pani Janiny rzeczywiście to jest bezprawie, nigdy nie rozmawiałam z właścicielami, nie słyszałam ich wersji, ale zakładam, że w ich rozumieniu to jest zgodne z prawem. Sprawa jest bardzo długa, bardo zawiła, sięgająca jeszcze lat 50./60. Tam doszło do pierwszej transakcji sprzedaży 4/5 nieruchomości. Potem zachodziły kolejne transakcje. Ja nigdy od pani Janiny nie otrzymałam dokumentów, na podstawie których mogłabym jednoznacznie się wypowiedzieć, natomiast próbowałam rzeczywiście dociekać, co zadziało się po drodze takiego, że ta pani ma poczucie, że została skrzywdzona. Rzeczywiście, jak byłam u Pani Janiny z takim pytaniem „co możemy dla pani zrobić”, to odpowiada „ja chcę odzyskać swój rodzinny dom” i to jest właściwie jedyna pomoc, jakiej ona oczkuje. Ona bezwzględnie czuje się skrzywdzona, ona czuje że została bezprawnie pozbawiona swojej własności.

To, co jest pewne ta sprawa nie dotyczy problemu między władzą lokalną a mieszkanką, podkreśla Beata Siemieniako. Prawniczka wskazuje, że ta eksmisja może być skutkiem wieloletnich zaniedbań prawnych między rodzeństwem, rodziną. Z kolei jak podaje redaktor – nowi właściciele powołują się na wyrok sądowy i uważają, że wszystko odbyło się legalnie. Dziennikarze TVP kontaktowali się również z sądem, który poinformował, że taki wyrok zapadł, a pani Janina się od niego nie odwołała.

Brak reakcji na wyrok również mógł wpłynąć na taki przebieg sprawy, mówi Beata Siemieniako – Od każdego wyroku można się odwołać, można walczyć o swoje prawa. Jeżeli się tego nie robi, to się po prostu rezygnuje z jakiś tam drzwi, które być może mogłyby zostać otwarte, a się zamykają, bo ktoś nie złożył apelacji, zażalenia. W tego typu sprawach wydaje się, że w tym gorszej jest sytuacji osoba, jeżeli nie dopilnuje swoich prawnych spraw. Moim zdaniem bez zagłębiania się w szczegóły wszystko to świadczy jednak o nawarstwiającym się wieloletnim zaniedbaniu stanu prawnego. Nie tylko przez obecną lokatorkę, ale też przez jej rodziców – podkreśla.

Pomoc kierowana do pani Janiny nie jest oczywista, ponieważ kobieta nie ufa żadnym instytucjom, zauważa Aneta KowalewskaJa miałam do czynienia jeszcze z żyjącą mamą pani Janiny, panią Adelą. Muszę powiedzieć, że obie panie przeżywają traumę nieufności do instytucji. Pamiętam taką wizytę u pani Adeli, kiedy ona jeszcze leżała w łóżku, była świadoma, ale już nie poruszała się – wtedy to dotyczyło takiej pomocy bezpośredniej – widziałam na ścianie takie napisy, których ona dokonywała. Przerażające. Ona żyła w jakimś strachu. Te obie panie być może gdzieś na jakimś etapie zaniedbały formalności, ale z pewnością cały czas żyły w ogromnym poczuciu krzywdy. Próbowałam dociekać, co się zadziało w tej sprawie, próbowałam im jakoś pomóc, ale panie właściwie do końca miały nadzieję, że ta eksmisja nigdy nie zostanie skutecznie przeprowadzona i nigdy nie chciały rozmawiać na temat alternatywy – co się stanie jeśli. Nawet dziś pani Janina nie przyjmuje od nas tak naprawdę żadnej konkretnej, formalnej pomocy – mówi zastępca burmistrza.

Jednak instytucje gminne pomagają, mimo iż nie ma takiej wzmianki w wyroku eksmisyjnym – To też nas trochę dziwi, ale jednak tam nie ma zobowiązania gminy do zapewnienia lokalu socjalnego, ale oczywiście to jest kwestia formalna. My się czujemy odpowiedzialni za swojego mieszkańca. Tam z przyczyn formalnych jest wpisane schronisko, natomiast wiedząc o tym że pani chce zostać w Wyszkowie, w swojej okolicy, jeśli nie domu, zaproponowaliśmy tymczasowy ośrodek interwencji kryzysowej, żeby znaleźć jej mieszkanie socjalne – to jest też warunkiem uzyskania tej pomocy – dodaje przedstawicielka samorządu.

Pani Janina chce nagłośnić sprawę w mediach, co miałoby spowodować rewizję wszystkich postępowań, przypuszcza zastępca burmistrza. Jednak to, co ją ogranicza to obawa, przed tym, iż wszczęcie jakiejkolwiek procedury administracyjnej pozbawi ją możliwości walki o swoje mienie. Jak podkreśla Aneta KowalewskaJest to niesłuszna obawa, ale trudno dziwić się kobiecie, która mieszkała 50 lat w swoim domu, że na myśl o jakimkolwiek przeniesieniu przeżywa ogromną traumę.

Sprawa wymaga głębokiej analizy wszystkich dokumentów. Aktualnie gmina zaangażowała mediatora i psychologa, aby przekonać panią Janinę do korzystania z oferowanej pomocy – Staramy się nią opiekować, pomimo że ona nie do końca tego chce, ale z pewnością będziemy to robić. Dowozimy jej ciepłe posiłki, staramy się ogarnąć tą pomocą, która na ten czas jest możliwa – zapewnia zastępca burmistrza.

Zburzono jej dom i zaproponowano schronisko

"To moja kuchenka, przyniosłam ją tu, żeby móc zrobić sobie herbaty. Żeby zjeść coś ciepłego"Ma 60 lat. Nieugięty charakter. I siłę, aby walczyć o swój rodzinny dom, w którym spędziła całe życie. Dom, który został zburzony. Panią Janinę wyeksmitowano i zaproponowano pobyt w schronisku. Nie, nie przez długi. Przez zawirowania prawne, na których skorzystał ktoś, komu zależało na ziemi. Odmówiła. Obecnie mieszka pod namiotem, w lesie. Ma kilka swoich rzeczy. Mówi, że warunki są, jakie są – ale inaczej się nie da. Na widok domu płacze i czuje bezradność. To trudna sprawa.Poinformujmy o tej sprawie więcej osób. Pomóżmy pani Janinie. 🙏Beata Siemieniako Wyszków Spotted: Wyszków Wyszkow24.pl Gmina Wyszków Wyszków Moje Miasto Stowarzyszenie mali bracia Ubogich Adam Bodnar Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Opublikowany przez TVP3 Warszawa Środa, 9 października 2019

źródło: TVP 3

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *